Wpisy
Sytuacja przed meczem z Napoli jest tak jasna, że nie ma co się nad tym rozpisywać: my na choćby trzecie miejsce szans nie mamy. Jeśli nie przegramy, damy szansę na awans Manchesterowi City, o ile pokona on pewny zwycięstwa w grupie Bayern. U nas nie zagrają Valero, Cani, Catalá, Rossi oraz Bordás (wracają Zapata i Camuñas), w Napoli natomiast Donadel i Britos. W pierwszym meczu dostaliśmy w Neapolu szybki, dwubramkowy nokaut, z którego już się nie podnieśliśmy. W ostatni weekend przegraliśmy z Racingiem, a nasz dzisiejszy rywal pokonał Lecce. Można jeszcze przypomnieć, że przed prawie rokiem wyeliminowaliśmy włoski zespół w 1/16 Ligi Europy (0:0, 2:1). Krótko i zwięźle - więcej o tym meczu nie ma sensu pisać. Na kilka godzin przed jego rozpoczęciem zastanówmy się więc nad czymś innym...
Po co tak właściwie gra się profesjonalny mecz piłkarski? Oczywiście podstawowym celem jest osiąganie wyników, zbliżających do wyznaczonego celu - czy jest to wygranie krajowego mistrzostwa lub europejskiego pucharu, czy uratowanie się przed spadkiem z trzeciej ligi. Gdy bieżąca sytuacja sprawia, że konkretny mecz żadnego znaczenia już nie ma, zawsze pozostaje argument pieniężny. Ten akurat jest jak najbardziej na czasie - po serii pięciu grupowych porażek, przydałoby się na koniec spróbować zgarnąć jakąś premię za zwycięstwo w meczu Ligi Mistrzów. Poza tym na prawdę nie jest wykluczone, że właściciele Manchesteru City zadbali o odpowiednią "motywację" czy to dla naszego klubu, czy też poszczególnych piłkarzy i w przypadku zatrzymania Napoli z szejkowskiego konta spłynie do Castellón jakaś nieoficjalna premia. Ale nawet zakładając idealistycznie, że żadne takie zdrożne praktyki miejsce nie mają i nigdy mieć nie będą, dzisiejszy mecz można potraktować dwojako: prestiżowo (trzeba zmazać plamę na honorze i wreszcie coś pokazać!) albo treningowo - zagrać tak, by się nie przemęczyć, ale przećwiczyć różne elementy gry, poszukać nowych rozwiązań taktycznych. Nie jestem pewien, czy pierwsze podejście może przynieść jakikolwiek efekt - słowem, czy nawet maksymalnie się mobilizując, będziemy w stanie skrzywdzić gości z Italii. Wobec drugiego mam jednak jeszcze większe wątpliwości. Czy kolejna lekcja futbolu na niemal najwyższym światowym poziomie pozwoli inaczej spojrzeć na zespół, na nowo odkryć jego wady, zalety i odkryć jego potencjał? Nie sądzę. Zwłaszcza przy obecnym trenerze.
Podobno mamy w ostatnich meczach sporo pecha. Podobno niemiłosiernie męczą nas kontuzje. Zdaje się jednak, że w ostatnich tygodniach wciąż mieliśmy "na chodzie" solidną grupę piłkarzy, których z otwartymi ramionami przywitałby u siebie każdy klub zagrożony spadkiem z Primera División. Również każdy z tych, które nas już w tym sezonie pokonały.
Zespół zatoczył w ostatnich dwóch latach niesamowite koło. Zaczęło się od agonii od początku przegranego projektu, jakim była drużyna autorstwa Valverde. Fatalny początek, okres niewielkiego przebudzenia, wreszcie kolejny dołek i beznadziejny do szpiku kości mecz z Osasuną, który położył kres temu katastrofalnemu okresowi. Przyszedł Garrido i mimo sinusoidalnych wyników osiągnął generalnie tendencję wznoszącą. Choć do Ligi Europy załapaliśmy się psim swędem, starczyło to, by w zespole powstała jakaś nowa jakość. Rozegraliśmy wspaniałą jesień, wystarczająco udaną, biorąc pod uwagę sytuację w tabeli, wiosnę, dotarliśmy do półfinału wspomnianych europejskich rozgrywek, wreszcie wywalczyliśmy prawo gry w eliminacjach Ligi Mistrzów, które - nie bez problemów, ale jednak - przebrnęliśmy. Teoretycznie trudno o lepszy punkt wyjściowy dla dalszego rozwoju klubu. W tym momencie przyszedł jednak nagły zwrot i oto w nieco ponad trzy miesiące po losowaniu fazy grupowej Ligi Mistrzów jesteśmy w tym samym punkcie, co na początku tego akapitu. Zespół jest rozbity, chwiejny i nieskuteczny. Wyniki i pozycja w tabeli są okropne, a widoków na poprawę nie widać. Sytuacja klubu w takim położeniu musiałaby być bardzo specyficzna, żeby odpowiedzialnością za to wszystko obarczyć kogoś innego, niż trenera.
Dawno, dawno temu, bo w sezonie 2004/2005, dopiero budowaną przez Laportę i Rossela Barcelonę dotknęła fala kontuzji. Była ona tak poważna, że przez blisko pół sezonu zespół z Katalonii wychodził na boisko w niemal tym samym ustawieniu, które wielu kibiców tego klubu i dziś potrafiłoby pewnie wymienić. Tegoroczny Villarreal mógłby w zasadzie wyglądać tak samo. Mógłby... ale nie wygląda, bowiem zamiast stałego, dobrze zgranego składu, w którym pozostaje jedynie łatanie dziur powstałych w wyniku kontuzji, w każdym meczu mamy do czynienia z przygotowaną przez Garrido łamigłówką. Nie byłoby źle, gdyby stanowiła ona problem do rozwiązania tak dla kibiców, jak dla drużyny przeciwnej. Kłopot w tym, że sami nasi piłkarze zdają się czasem nad nią nieźle głowić. I to często bez rezultatu.
Po dwóch latach stabilnej zdawałoby się budowy zespołu, jego obraz jest wręcz fatalny. Wciąż następuje kombinowanie z ustawieniem - niech ktoś wskaże mi choć jeden mecz, w którym 4-2-3-1 zadziałało jak należy. Wciąż nie mamy opracowanej żadnej wyrafinowanej metody na strzelanie bramek - w ubiegłym sezonie wszystkie piłki szły do Rossiego, teraz gry go nam brakuje, wszystkie piłki idą do... Rubena. Ilość strat jest w związku z tym olbrzymia, zaś sytuacji bramkowych w meczu mizerna. Następują trudne do zrozumienia rotacje - zdecydowanie odnajdujący się w swoich rolach Valero i Pérez są nagle zamieniani miejscami, w lukę na środku pola wstawiani są obrońcy jak Marchena czy Ángel, choć zupełnie się na tej pozycji nie sprawdzają, a zespół dysponuje bardziej odpowiednimi zawodnikami (Sennę mógłby zastępować Wakaso, Gullón, de Guzmán, Cani...). Piłkarze nie nękani kontuzjami i nie zaliczający szczególnie słabych występów niespodziewanie znikają z kadry - najpierw Oriol (ostatnio wrócił i pokazał się całkiem nieźle), ostatnio Wakaso. Kompletna niestabilna jest sytuacja graczy z rezerw - jedni znakomicie spisujący się w drugiej lidze, jak Gullón czy Lejeune, praktycznie nie dostają szans by się pokazać, podczas gdy dopiero co odkryty Moises Gómez dostaje dwie okazje pod rządu, a Joselu gra praktycznie w obu drużynach naraz. Do tego dochodzi prawdopodobnie mało sensowna, choć zepchnięta na dalszy plan przez obecną kontuzję, obecność w zespole Bordása. O zamieszaniu w zespole świadczyć mogą też suche liczby - w ubiegłym sezonie w pierwszych 14. ligowych kolejkach w Villarrealu zagrało 20 piłkarzy. W obecnym już 25. Podobne szaleństwo miało przed rokiem miejsce w Sevilli i wcale dobrze się to nie skończyło.
Oczywiście "trener ma zawsze rację" i to on wie najlepiej na co stać poszczególnych graczy. Jeżeli jednak za jego decyzjami przez tak długi czas nie idą wyniki, coś musi być na rzeczy. Niestety, na chwilę obecną zdaje się jasne, że cierpliwość prezesa Roiga wobec braci Garrido jest poważnym błędem. Błędem, który może zaważyć nie tylko na najbliższym sezonie, ale i na przyszłości klubu. Morale w zespole zdecydowanie osłabło, brak jest chęci do gry, a wraz z coraz bardziej mglistymi perspektywami ponownej gry w europejskich pucharach w najbliższych latach - możemy liczyć się z perspektywą masowego exodusu z klubu. Exodusu piłkarzy, którzy mają apetyt i zapewne potencjał na więcej, ale jako że nie zdołali u nas szczególnie mocno zabłysnąć - zapewne nie odejdą za szczególnie wielkie pieniądze. Wyłącznie utrzymując się w lidze, może nawet w górnej połówce tabeli, zespół utraci prestiż przyciągający uwagę mediów i kibiców, zwłaszcza że w międzyczasie klub z sąsiedztwa rozwija się (wczorajsza porażka z Chelsea tego nie przekreśla) i coraz bardziej uwidacznia swoją przewagę nad resztą tzw. "sprawiedliwej ligi". A bez dobrego imienia, bez klasowych piłkarzy, bez popularności i bez pieniędzy, ciężko będzie wrócić na szczyt. Villarreal nie został z niego zepchnięty ani wsparciem Valencii przez pieniądze samorządowe, ani Málagi przez nowych właścicieli, ani przez nikogo innego. Sam się z niego zrzucił.
I tym pesymistycznym wnioskiem zapraszam do oglądania dzisiejszego meczu, w którym i tak będę trzymał kciuki, by wszystko co powyżej napisałem zostało przekreślone kilkoma błyskotliwymi akcjami bramkowymi i zostało uznane za stek bzdur wobec cudownej przemiany, jaką Villarrealu przejdzie w ciągu najbliższych tygodni.
Oryginalny tekst: [link]
Trochę zaniedbałem ostatnio wpisy na blogu, dlatego linkuję teraz kilka moich tekstów z villarrealcf.com.pl. Jeden jeszcze z końcówki lipca, ale myślę, że wybrałem parę tematów ciekawszych dłużej, niż dzień po napisaniu:
Hernán Pérez z szansą na złoto w Copa America - choć napisany przed finałem o wiadomym rozstrzygnięciu, chodzi tu raczej o nasz młody, paragwajski talent.
Kulisy sprawy de Guzmána - niestety, temat wciąż aktualny.
Pieniądze i inne motywatory… - przed dwumeczem z Odense, parę danych i refleksji o finansach i grze w Lidze Mistrzów jako takiej.
Taki krótki tekst popełniłem w komentarzach na fcbarca.com (news o problemach hiszpańskiej piłki). Pozytywne, że kibice wielkich klubów również zaczynają dostrzegać problem nierówności):
Jako kibic Villarrealu chciałbym wypowiedzieć się o tym klubie, który został tu już kilka razy wspomniany. Mówicie o możliwości zasilenia klubów jak mój przez arabską fortunę. Pieniądz nie śmierdzi, więc trudno byłoby się przed tym wzbraniać, ale prawda jest taka, że rozsądnie gospodarującemu klubowi taki dar z niebios nie jest potrzebny bardziej, niż po prostu uczciwe warunki rywalizacji.
Villarreal jest klubem zarządzanym świetnie pod względem ekonomicznym. Dług jest, ale podobnie jak w przypadku choćby Barcelony, nie ma obecnie zagrożenia niewypłacalnością. Opóźnienia w wypłacaniu pensji zawodników zdarzały się bardzo incydentalnie, w porównaniu z problemami innych jest to kwestia wręcz nieistotna. Reasumując - Fernando Roig kieruje klubem w sposób bardzo odpowiedzialny.
Niestety, w kraju przeżartym konsumpcjonizmem i życiem ponad stan jak Hiszpania, nie jest to cecha specjalnie poważana. Stąd też wielka awantura, o której prawdopodobnie słyszeliście, iż w zeszłym sezonie Villarreal zagrał w Lidze Europy kosztem Mallorki, wyrzuconej ze względu na niewypłacalność. Zasady te ustalił Platini, nie Roig, ale w Hiszpanii mało kogo to obchodzi i to Villarreal uznawany jest przez wielu za złodzieja, a Mallorca za klub niesamowicie pokrzywdzony (swoją drogą nie jestem pewien, czy czasem wciąż nie zalega ona Bilbao kasy za Aduriza). Tak więc jeśli zostaną ostatecznie wprowadzone bezwzględne zasady degradujące poszczególne kluby za niedotrzymywanie dyscypliny finansowej, akurat o swój jestem spokojny, choć kibice niewielu innych zespołów mogą powiedzieć to samo.
Niestety, póki co odpowiedzialna polityka w sytuacji, gdy większość ma gospodarność za nic, skutkuje względnym osłabianiem drużyny. Jak może słyszeliście, od kilku tygodni Villarreal bardzo zabiega o sprowadzenie Jonathana de Guzmana. Okazuje się, że przy oszczędnej polityce różnica między proponowanymi 5 mln a żądaną sumą około 8-9 mln jest na tyle duża, że sprawa ciągnie się tak długo, choć zapewne większość klubów, nawet tych słabszych, już dawno by taki transfer dopięła. W ten sposób Villarreal już drugi sezon z rzędu będzie prawdopodobnie dysponował bardzo wąską kadrą, co oczywiście przełoży się na gorsze wyniki sportowe, zwłaszcza pod koniec sezonu (na pewno zauważyliście, jaką zadyszkę złapaliśmy na wiosnę). Zapewne po sprzedaży Cazorli większość prezesów wyłożyłaby na transfery większą kasę, ale mało kto myśli tak długofalowo jak Roig.
Czego więc chciałbym bardziej niż pomocy szejków? Po pierwsze: karania za niegospodarność. Jeśli połowa z nich będzie musiała zostać z tego powodu zdegradowana - trudno. W przeciągu kilku sezonów odnowione, dobrze zarządzane kluby szybko wyrównają a nawet podniosą obecny poziom sportowy, który obecnie leci na łeb na szyję. Po drugie: uregulowania kwestii praw telewizyjnych. Oczywiście nie chodzi o to, by Villarreal dostawał tyle co Barcelona, to też byłoby skrajnie niesprawiedliwe, biorąc pod uwagę medialność obu klubów. Tyle że np. Tottenham dostaje z tego tytułu ok. 80% tego, co Manchester United. Między naszymi klubami ten stosunek wynosi... 18%. Niech ta dysproporcja zmniejszy się choć o połowę, Wtedy będziemy mogli mówić o sprawiedliwym podziale, większej sile ligi (bogatsze kluby = silniejsi rywale), większej atrakcyjności (silniejsi rywale = większa konkurencyjność), a co za tym idzie - większej oglądalności (większa konkurencyjność = więcej emocji) więc i większych wpływach dla wszystkich. Ale trzeba najpierw chcieć zerwać z obecnym przeklętym kręgiem.
Sezon ogórkowy w pełni, transferowe plotki i wszelkie wymyślne spekulacje górują zdecydowanie nad konkretnymi informacjami, ale z ostatnich kilkunastu dni kilka można ich zebrać. Oto najważniejsze (każda informacja zawiera link odsyłający do szerszej wiadomości):
Matilla i Jefferson Montero zagrają w nowym sezonie w powracającym do Primera División Betisie.
Grający od dość dawna w drugim zespole Cristóbal przenosi się na Ukrainę, do Karpatów Lwów.
Po strasznie przeciągających się negocjacjach, Senna postanowił zostać w klubie na kolejny sezon.
Drużynę rezerw (przynajmniej narazie) wzmocni pochodzący z Málagi Edu Ramos.
Od nowego sezonu spora zmiana nastąpi w kwestii strojów piłkarzy. Ocencie sami:

Choć nikt nie ma wątpliwości, że głównym celem letniego okienka transferowego jest wzmocnienie składu przed kolejnym sezonem, w Vila-real myśli się również o odejściu kilku zawodników, co miałoby przynieść tak oszczędności, jak i możliwość regularniejszej gry dla tych lepiej się zapowiadających
Władze klubu chciałyby zakończyć uszczuplanie kadry przed 10 lipca, kiedy to pierwsza drużyna powróci do treningów. Na chwilę obecną kontakt w tej sprawie utrzymywany jest przede wszystkim z jednym klubem, który jest zainteresowany piłkarzami Villarrealu, mianowicie Levante.
"Żaby", które skorzystały już w tym roku na wypożyczeniu od nas Jeffersona Montero, chciałyby zatrzymać go również na kolejny sezon, wiedząc, że Ekwadorczyk i tak nie mieści się w planach Garrido. Klub z Walencji zainteresowany jest również wypożyczeniem Juana Carlosa, który w obliczu zatrudnienia przez nas Césara Sáncheza traci nadzieję na utrzymanie pozycji chociażby drugiego bramkarza. Ponadto Levante zainteresowane byłoby usługami szeregu graczy ze szkółki Villarrealu, którzy mogliby wnieść do tego zespołu sporo jakości, zaś nasz klub skorzystałby dzięki ogrywaniu się na poziomie Primera División jego młodych zawodników, którzy pozostaliby zresztą dość blisko rodzimego miasta.
Inni piłkarze, którzy otrzymali w minionym sezonie sezonie bardzo niewiele szans na grę i zapewne zostaną wypożyczeni, to Cristóbal, Matilla oraz Oriol. Ten pierwszy najprawdopodobniej dołączy do innego naszego sąsiada – Elche, jeżeli zespół ten wywalczy w barażach awans do Primera División (podejmuje dziś Valladolid i musi odrobić z naddatkiem stratę 0:1, by w finale zagrać z Granadą).
O ile porozumienie na linii poszczególnych klubów z rejonu Walencji wydaje się dość łatwe, kwestie innych zawodników wydają się być bardziej skomplikowane. Największe problemy Villarreal może mieć ze znalezieniem nabywców dla Marcano oraz Altidore'a. Defensor z Kantabrii, za którego klub z El Madrigal zapłacił dwa lata temu Racingowi Santander 6 milionów euro, po powrocie z wypożyczenia z Getafe wcale nie jest szczególnie pożądanym uzupełnieniem kadry. Tym niemniej, jeżeli nie uda się przeprowadzić jakiejś szybkiej transakcji, zostanie on włączony do przygotowań przedsezonowych Żółtej Łodzi Podwodnej.
Podobnie ma się sytuacja z amerykańskim napastnikiem, który mimo, że posiada pewne miejsce w swojej reprezentacji, nie potrafił odnieść sukcesu w żadnym z klubów, w których grał, w tym i ostatnio w Bursasporze. Jego młody wiek (22 lata) powinien jednak ułatwić znalezienie nabywcy.
Warto wreszcie wspomnieć, że z dniem 30 czerwca klub oficjalnie opuszczą jeszcze dwaj piłkarze: ostatnio jedynie trzeciemu bramkarzowi Xaviemu Olivie skończy się kontrakt, a upłynie również (trzeba przyznać, że bardzo chybione) wypożyczenie z Romy Cicinho.
Źródło: marca.com
Tekst pochodzi ze strony http://villarrealcf.com.pl
![]() |
| GG: 1948834 |
![]() |
| GG: 7540949 |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
| Mecze na żywo |
| P | Zespół | M | Gole | Pkt. |
|---|---|---|---|---|
| 1 | Barcelona | 38 | 95:21 | 96 |
| 2 | Real M. | 38 | 102:33 | 92 |
| 3 | Valencia | 38 | 64:44 | 71 |
| 4 | Villarreal | 38 | 54:44 | 62 |
| 5 | Sevilla | 38 | 62:61 | 58 |
| 6 | Bilbao | 38 | 59:55 | 58 |
Koniec sezonu!